niedziela, 11 września 2016

Dormitory / akademik

Już kolejnego dnia  (5.09) stałam w kolejce przed Housing Office po klucze do przydzielonego "akademiku". Tutaj wygląda to tak, że uniwersytet ma swój akademik w San Bartolomeo - kilka dużych budynków - cały kompleks nowocześnie zbudowanych budowli z boiskami oraz 3 siłowniami, kolejny akademik - kawałek poza miastem w Veli gdzie jest jeden skromny budynek na około 50 osób oraz kilkanaście mieszkań po całym mieście, które pełnią funkcję akademika. 


Ja dostałam właśnie jedno z mieszkań.


Po odebraniu kluczy poszliśmy tam od razu (z myślą, że może będę pierwsza). Nic bardziej mylnego - byłam ostatnią osobą dołączającą do 5 osobowego mieszkania. W mieszkaniu zastaliśmy bardzo miłą murzynkę, Włoszkę, która mieszka już w tym mieszkaniu 3 lata, ma swój single room. W jednym z dwóch double room mieszkały dwie Albanki (chyba drugi semestr są tutaj), a w kolejnym ja z Włoszką, która jeszcze nie przyjechała, ale studiuje tu od roku (chyba).
Pierwsze wrażenie co do mieszkania było straszne... Chciałam szukać czegoś innego do wynajęcia. Po prostu nie chciałam tam być. Pokój jeszcze nie był taki najgorszy, bo dosyć duży na oko 4,5x4,5 - około 20 m2, da się posprzątać, jest czym oddychać, jest jakaś przestrzeń, ale bliskość łóżka obcej osoby, od mojego łóżka przyprawiała mnie o gęsią skórkę, bo jest to dokładnie 45 cm!.... Układ pokoju nie pozwalał na przemeblowanie, gdyż obydwa łóżka były tak jakby wbudowane w regał, który był na całej jednej ścianie, do tego dwa biurka, dwa krzesła i dwie szafy. 

"moje" łóżko
Pozostała część mieszkania, to dwa pokoje dziewczyn, dosyć duży korytarz, pomieszczenie gospodarcze, malutka kuchnia i łazienka. Wszystko w mieszkaniu, bardzo stare, szczególnie można zauważyć to po kuchni i łazience. 
Problem jest inny, bo to że mieszkanie jest stare nie przeszkadzałoby mi wcale, przecież co to za różnica, to tylko jeden semestr... Ale za to bałagan w pomieszczeniu gospodarczym, brud i kurz w kuchni, taki że szklanka klei się do blatu... no dla mnie szok, szczególnie, że mieszkanie zamieszkuje 5 dziewczyn, a brud w kuchni nie jest jakby była nie sprzątana jedynie przez lato, wygląda na co najmniej dwa lata zaniedbań. Łazienka była w trochę większym porządku, chyba świeżo posprzątana.. No nic, jak się okazuje po rozmowie, kuchni nigdy nikt nie sprząta, no bo każdy na bieżąco po sobie..  czyli generalnego porządku nigdy nie było... ale co zrobić...?
Do mieszkania przynieśliśmy walizki (6.09) po południu, poszliśmy  do najbliższego sklepu kupić środki czystości. Od razu jak wróciliśmy ze sklepu wrzuciłam (na bank) nigdy nie prane firanki do pralki, uprałam je dwa razy, ale założę się, że już nigdy nie będą białe... Detergentem i ręcznikami papierowymi przelecieliśmy meble w środkach i na zewnątrz, dokładnie i po dwa razy, następnie zamietliśmy (bo nie ma odkurzacza) i starliśmy podłogę, zajęło nam to do około 1 w nocy i dopiero mogłam zacząć się rozpakowywać.


Zostałam w tym mieszkaniu, ze względu na cenę (płacę 250 euro/miesięcznie za double room, a odpowiednio 280 euro/miesięcznie miał być mój zamówiony single room), internet w cenie i wszystkie rachunki. Jak zdążyłam się dowiedzieć, po przyjeździe mojej współlokatorki ma powstać grafik sprzątania i może wtedy do nich przemówię, że przydałyby się generalne porządki.. Dowiedziałam się również, że moja współlokatorka jest w mieszkaniu 3 dni w tygodniu, więc, mogę śmiało stwierdzić, że mam w połowie pojedynczy pokój za cenę podwójnego. (taki jest plus i tego będę się trzymać)


Jest to też najdalsze mieszkanie od centrum jakie posiadają jako akademik, ale do szkoły będę miała zaledwie 1600m, która jest w centrum. Całe miasto jest tak małe, że jak na razie wszędzie poruszam się na nogach spacerem i jest ok. Na szczęście mam blisko do dwóch dosyć tanich sklepów (asortyment coś jak Carrefour) i 1600m na południe czyli w przeciwnym kierunku niż centrum, mam na prawdę duży supermarket, w którym można kupić dosłownie wszystko, także nie będę pod tym względem narzekać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz